Leave kotki alone!

Posted: 29th Styczeń 2018 by sushilabel in Bźdźągwa

Kotki, koteczki, kociaczki. Każdej sekundy przemierzają na swych mięciutkich poduszeczkach setki tysięcy, miliony kilometrów światłowodem wprost na nasze ekrany. Wszystko po to by nas każdym pojedynczym pikselem rozśmieszyć, rozczulić, pocieszyć. Śmiesznie skaczą, śmiesznie pląsają. Śmiesznie się wspinają, śmiesznie za laserem ganiają. Koteczki w kapelusikach, koteczki w małych surdutach. Pieskom na głowę piątki zbijają, wszystko na podłogę zrzucają. Patrz na tego śmiesznego kota! – krzyczy kolega/chłopak/narzeczony/mąż palcem pokazując na ekran monitora. Zobacz jak on się ogórka boi. Dlaczego te małe śmieszne istotki, te kuleczki sierści purr purr purr,  pussycat, dlaczego boją się ogórka – wciąż śmiejąc się pokazuje palcem swojej koleżance/dziewczynie/narzeczonej/żonie. I ona się uśmiecha ukrywając rumieniec od myśli – szklarniowy.

Nagle Bóg zadzwonił do mnie.

Przekaż wszystkim, że najwyższy czas oprzytomnieć. Jeszcze nie tak dawno, miliardy lat temu, jedną łyżką mieszałem Was razem, gdy byliście zupą. Wasze drogi się rozeszły co nie znaczy, że tak możecie z nimi postępować. Tak, to już za daleko zaszło.

Nagle wszystko wybucha i zieje ogniem. Wychodzę z zamyślenia, kolejka metra wjeżdża na stację. Wsiadam, opieram się o drzwi. Nigdy nie siadam, nie jestem ginekologiem. Wyciągam knigę z plecaka ciekaw kolejnych przygód Salander. Omiatam wagon szybki spojrzeniem w duchu Bertrand’a Russell’a. Gdybym był psem miałby sporo tyłków do obwąchania. Nagle jeden szczegół przykuwa moją uwagę. Coś, co nie pasuję do krajobrazu. Na skrajnym najwęższym podwójnym siedzeniu pomiędzy stoi otwarty słoik musztardy. Zjedzony do połowy. O tak! Zaczyna się pierdolony eksperyment!

Marymont. Mężczyzna w średnim wieku podchodzi. Zatrzymuje się niepewnie na ułamek sekundy. Jednak siada. Kurwa! Chuj z eksperymentu. Przytula się strasznie do ścianki jakby w słoiku zamiast musztardy był wyciąg z trędowatego. Nie daje rady. Po kilku senkundach podnosi się i idzie na drugi koniec wagonu. Ufff! Nie wszystko stracone.

Plac Wilsona. Dosiada się więcej osób. Młody chłopak zmierza w kierunku siedzenia, widzi obiekt i nie zatrzymując się nawet na chwilę odwraca na pięcie w drugą stronę. Myślę – kurna, na kolejnych stacjach wsiądzie więcej osób, skończą się wolne miejsca. Na pewno ktoś się skusi.

Dworzec Gdański. Tylko kilka osób. Są chętni. Chłopak i dziewczyna patrzą na słoik z musztardą jak na kloszarda próbując ocenić na szybko stopień zagrożenia. Rezygnują i oddalają się.

Ratusz Arsenał. Na peronie spora grupa osób. Moje nadzieje maleją. Tłumik wbija się do wagoniku. Część osób kieruje się na miejsce eksperymentu. Jednak i oni rezygnują. Miejsce wciąż okupowane jedynie przez słoik z musztardą.

Świętokrzyska. Serce zabiło mi mocniej. Młoda parka. Chłopak żwawym krokiem idzie usiąść. Widzi dwa wolne miejsca. W sam raz dla niego i ukochanej. Nic go nie powstrzyma, kropelka potu mi napływa. Dziewczyna dostrzega słoik. Łapie chłopaka za łokieć. Odciąga i mówi, że woli postać. Oddycham z ulgą.

Centrum. Wysiadam. Fuck you Taco Hemingway!

Gdzieś w innym uniwersum małe koteczki oglądają filmiki chichocząc do rozpuku, zasłaniając małe, różowe noski na widok ludzi sparaliżowanych widokiem otwartego słoika z musztardą. A jeszcze chwilę wcześniej przeczytały artykuł o pewnym gatunku ludzi, który został uznany za wymarły.

Pamięci Pumy wschodniej.