Filip – Niespodziewana wizyta Część 5 – Ostatnia

Posted: 30th Listopad 2014 by sushilabel in Bźdźągwa

Fred

_ Dzisiaj chcielibyśmy przeprowadzić z Panią szczery wywiad. O życiu. O tym jak wyglądają Pani trasy koncertowe. Czy gardzi Pani swoimi fanami na festynach i co rzeczywiście myśli Pani o swojej muzyce – zaczął dziadek Henryk.

_ Nie rozumiem. Ja się nie zgadzam na taki wywiad. Scenariusz rozmowy dostali Państwo od mojego menedżera. Mieliśmy rozmawiać o mojej ostatniej płycie. Co to ma znaczyć? – uniosła się wyraźnie oburzona gwiazda.

_ Widzisz kolego – zwrócił się w moją stronę dziadek. Dlatego nie lubię telewizji. Jest obłudna i pełna nijakiej treści. Chłopcy, wiecie, co z nią zrobić – odezwał się tym razem w kierunku Freda i Alberta, którzy stali za siedzącą na fotelu Beatrycze Kadzidlak.

Bokserzy poderwali się nim gwiazda zdążyła zareagować. Dopadli do jej rąk i nieporadnie rękawicami bokserskimi próbowali przywiązać ręce gwiazdy linkami do nóg fotela.

_ Zwariowaliście, puścicie mnie!

_ Panowie, knebel – odezwał się dziadek.

Również i ta prośba została spełniona. Reality show zaczynało się dziwnie ale ciekawie. Główna gwiazda programu siedziała przywiązana do fotela z zakneblowaną buzią.

_ Kto będzie prowadził z nią wywiad? A raczej monolog – zapytałem poprawiając swoją pozycję w fotelu.

_ Ja – odpowiedział dziadek.

_ Będziesz próbował odczytać z ruchów próby wyswobodzenia się? Jak ona ma odpowiadać przez te szmaty?

_ To nie z nią będę rozmawiał.

_ Jak to nie z nią? A z kim? Zaprosisz tutaj jeszcze kogoś?

_ Nie. Widzisz, przeprowadzanie wywiadu z gwiazdami nie ma sensu, ponieważ są one nieszczere. Może prywatnie, przy jakimś alkoholu albo – tu dziadek przerwał, spojrzał w kierunku szafki i ściszył głos – kresce, dowiesz się czegoś ciekawego. Dla mnie, dla szarych widzów, wszystko jest ustawione. Nie dowiesz się prawdy.

Wstał i podszedł do szafki, z której wyciągałem proszek do prania. Wysunął jedną z szuflad  i wydobył z niej drewniane pudełko. Podszedł do stołu. Otworzył pudełko, z którego wyciągnął buteleczkę z czerwonym płynem a następnie strzykawkę z igłą.

_ Co to? Serum prawdy? – zapytałem.

_ Nie. To serum świadomości – odpowiedział. Widzisz młodzieńcze. Nawet gdybym jej wstrzyknął serum prawdy to i tak jej odpowiedzi nie byłby do końca szczere. Jej mózg w jakimś stopniu i tak by się bronił produkując odpowiedzi wyuczone przez lata w sztabie PRowców zespołu. To będzie coś zdecydowanie lepszego.

Wbił igłę przez wieczko buteleczki i nabrał kilka milimetrów płynu. Skierował ku górze, wypuścił zalegające powietrze i puknął palcami kilkukrotnie. Zbliżył się do zdenerwowanej gwiazdy, złapał ją delikatnie za podbrudek i wbił igłę w duży pieprzyk znajdujący się na policzku blisko nosa. Wrócił do stołu, odłożył igłę, po czym usiadł na fotelu. Betrycze nie reagowała.

_ Co się dzieje? Gdzie jestem? – odezwał się pypeć z policzka.

_ Jesteś w programie “Panie złociutki pokroi pan tyle, aby na dwa schabowe było na niedziele, bo ja sama tylko” a słyszysz siebie, ponieważ chwilowo dzięki magicznemu serum możesz mówić. Chcielibyśmy przeprowadzić z Tobą wywiad o życiu z gwiazdą, jaką jest niewątpliwie Beatrycze Kadzidlak.

_ Profity? – zapytał Pypeć.

_ Możesz sobie ulżyć.

_ Inne profity?

_ To Ci musi wystarczyć.

_ Za mało.

_ Mam znajomego hipnotyzera, który sprawi, że po zakończeniu nagrania Beatrycze przeszuka sieć w poszukiwaniu grupona na usuwanie pypci za 99 zł od sztuki. Pasuje?

_ Dobra dobra, lecimy z tym koksem.

_ Jeść! – odezwał się ręcznik z szafki.

_ Za chwilę! – krzyknął dziadek. Oszaleję – dodał pod nosem

_ Jak to jest być Pypciem na twarzy tak wielkiej diwy polskiej muzyki skocznej, jaką niewątpliwie jest Beatrycze Kozidrak – zaczął swój show dziadek.

_Chujowo – odpowiedział Pypeć.

_ Mógłbyś rozwinąć tę myśl?

_ No wiesz, jest słabo. Nie masz na nic wpływu i jesteś poniewierany.
_ Rzeczywiście, to musi być irytujące.

_ No. Raz była taka akcja, że wiesz, ona miała depresję i w ogóle nie koncertowaliśmy. Siedziała całymi dniami w domu. Nigdzie nie wychodziła. Siedziała na dupsku i dość mocno się zapuściła. Po kilku dniach urosło kilku kolegów. Nie takich jak ja. Ja to jestem taki wiesz, permanentny. Tamci byli z tych tymczasowych. Ponieważ pojawili się na twarzy to z racji odległości mogliśmy się komunikować ze sobą. I tak sobie wiesz, przez kilka dni stadnie gadaliśmy o różnych rzeczach. Generalnie narzekaliśmy, że życie na tej cerze jest po chuju. Jeden z tych kolesi był taki cwaniak, wiesz. Trochę się robił na przywódcę. Lechu na niego wołaliśmy. Mówił coś o tym, że trzeba się zorganizować, jakiś strajk zrobić, on może przeskoczyć przez nos, bliżej oka i tam się poświęci i jak ona dostanie w to oko to jakieś zakażenie może się zrobi i umrze. Mówił nam, wiecie, ona nie musi cierpieć. Wystarczy, że się potknie, przewróci i umrze a my wtedy założymy związki zawodowe i razem z innymi ropieniami kopalnianymi spacyfikujemy jej ciało aż zgnije. Przepraszam, mogę prosić wodę?

_ Tak tak oczywiście. Fred, polej go.

_ Dziękuje. Tak więc słucham go i słucham i myślę sobie “kurwa, brzmi jak druga Polska” nie? No, ale nic. Na początku się przeraziłem, że to za duża zmiana, że nie wiadomo, co z tego wyniknie. Potem jednak pomyślałem, że może być całkiem spoko. Jak spacyfikujemy ciało to po rozkładzie może w jakiegoś puchatego grzyba się zamienię. Może będę lekki i piękny jak baletnica a nie tylko zwykły Pypeć, który powoduje, że dziennikarze nie mogą się skupić na rozmowie z Beatrycze podczas wywiadu. I tak snuliśmy swoje piękne plany aż pewnego dnia Beatrycze wstała rano, poszła do łazienki i mówiąc “jebać” wystrzeliła w lustro wszystkich moich ziomków. Stary! Wiesz jak się zesrałem wtedy!? Na moment zapomniałem, że jestem permanentnym pypciem i na bank mnie nie usunie, ale ona wpadła w taką furię, że myślałem, że i mnie dociśnie.

_ Co się stało później – wtrącił dziadek.

_ No nic. Dalej byłem Pypciem. Samotnym Pypciem. Tak. Właśnie wtedy to sobie uświadomiłem. Dowiedziałem się jak to jest czuć się samotnym. Zacząłem jej nienawidzić z całego mego pypciowego serca. Za tę samotność i za te wszystkie lata asfiksjofilii…

_ Przepraszam, czego? – przerwał dziadek.

_ No wiesz, od tego całego makijażu, tony pudru na ryjcu, no nie ma jak oddychać. Czasami miałem wrażenie, że umrę w męczarniach i odpadnę.

_ A, myślałem, że chodzi o coś innego – powiedział prowadzący.

_ A nie, w przyczepie kempingowej na dożynkach po koncercie wór na głowę też wkładali jej różni autochtoni.

_ Właśnie. Co opowiesz o jej stosunku do muzyki i fanów.

_ Z muzyką to ona ma tyle wspólnego, że nazywają ją piosenkarką. No dobra, coś tam śpiewa, ale wiesz, bity ogarnia jej wynajęta ekipa a słowa pisze ten, jak mu tam, Jacek Blawan.

_ O, znam? – tym razem ja wtrąciłem. To ten, co zrobił ten fajny kawałek Getting Me Down.

_ Nie – odparł ponuro Pypeć. To ten, co okradł i oszukał a potem zostawił Małgoś z brzuchem.

_ Dobra, nie idźmy może tą drogą – przerwał dziadek. Opowiadaj o fanach.

_ Gardzi nimi.

_ Wszystkimi?

_ No nie, ci od podduszenia mogą liczyć na autograf.

_ Ci od worków na głowie, tak?

_ Gumofilce też były grane.

_ A jak się odnosi do swoich członków zespołu – kontynuował dziadek.

_ Gardzi.

_ Wszystkimi?

_ Lubi klawiszowca, ale nie wiem czy ze wzajemnością.

_ Dlaczego?

_ Chodzi o wymyśloną przez Beatrycze zabawę, którą nazywa “ Po jednym ząbku”.

_ Rozwiń proszę.

_ Laska od kiborda musi jej pomalować co drugi ząb na czarno. Potem obie się rozbierają. Beatrczye kładzie się na plecach, kibordzistka siada jej okrakiem na klacie no i zaczyna mówić np. “z kurzej dupy, blond mikrus z reality show”. Wtedy Beatrycze mówiła “po jednym ząbku” na co kibordzistka dotykała, któregoś z zębów i Beatrycze odpowiadała “Alicja Janosz – Zbudziłam się”.

_ Niesamowita umiejętność – zakrzyknął dziadek.

_ To jeszcze nic – kontynuował Pypeć. Czasami jak się nafukała to kazała jej wygrywać na tych pomalowanych ząbkach któryś z jej hitów np. „Ta sama chwila” czy inne gówno.

_ I wygrywała? – zapytał dziadek.

_ Tak, siedziała na niej okrakiem stukając w te jej zęby a ona sobie czasami coś tam mruczała.

_ Niesamowite! A opowiedz nam o planach Beatrycze na przyszłość i jaki masz do nich stosunek?

_ Bluprrr, arrgghhhhh!

_ Co się dzieje – poderwałem się z fotela.

_ Oj chyba serum przestaje działać. Muszę podać kolejną dawkę, która wprowadzi go do stanu pierwotnego. Czas zakończyć ten wywiad. Dziękuję Ci za poświęcony czas Panie Pypciu – zwrócił się do Pypcia dziadek podnosząc się w kierunku strzykawki.

_ A co z nią? Przecież będzie miała traumę do końca życia.

_ Nic jej nie będzie. Jak tylko Pypeć wróci do stanu pierwotnego ostatnia godzina wyparuje jej z głowy – dodał łagodnie dziadek.

Zabrał ze stolika strzykawkę i ponownie napełnił ją czerwonym płynem. Podszedł do charczącego Pypcia i wystraszonej Beatrycze.

_ A teraz spokojnie – rzekł wbijając igłę w Pypcia.

Poczułem ruch powietrza obok głowy i zobaczyłem po chwili białą kulkę zrobioną z papieru, zmierzającą w kierunku dziadka. Niczego niespodziewający się dziadek wystraszył się i szybkim ruchem kciuka docisnął tłok strzykawki do końca. Odwróciliśmy się obaj w kierunku skąd prawdopodobnie przyleciała kulka i zobaczyliśmy dyndającą w powietrzu sprężynkę przyczepioną nad tyłkiem Franca oraz tarzającego się ze śmiechu za nim Ferdynanda.

_ Coś ty narobił?! – krzyknął dziadek. Przedawkowałem! Złoty strzał prawdy.

_ Co to znaczy? – zapytałem.

_ Wszechświat będzie chciał doprowadzić do równowagi.

Nagle oprócz Pypcia charczeć zaczęła również Beatrycze. Twarz nabrzmiała do takich rozmiarów, że knebel związany na szmacie rozwiązał się. Beatrycze wypuszczała pianę z ust jednocześnie pochłaniając szmatę. Tymczasem głowa stawała się coraz większa a oczy naśladowały Arniego z „Pamięci absolutnej”.

_ HAHAHA! Ostatnia godzina z głowy ucieka – zakrzyknął dostojny kocur.

Oprócz głowy zaczęła puchnąć również szyja. Usłyszeliśmy głośny trzask pękającego kręgosłupa i głowa opadła zatrzymując się na podbródku zwisając na kawałku skóry. Włosy zsunęły się na kolana zabierając ze sobą skórę i kość ukazując moim oczom pulsujący mózg. Charczenie ustało.

_ Kryjcie się! – krzyknął dziadek.

Nim zdążyłem zareagować szyja eksplodowała wyrzucając w moim kierunku głowę z dużą prędkością.

 

Pochylała się nade mną miła Pani. Przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. Śmierdziało trochę moczem i było bardzo jasno. Śmierdziało nie od niej. Ogólnie. Powoli otwierałem powieki coraz szerzej. Po chwili obok głowy miłej Pani pojawiła się głowa mojej zapłakanej rodzicielki.

_ Co się stało? Gdzie jestem? Czy z dziadkiem, Ferdynandem, Francem, Alberetem i Fredem wszystko w porządku? – zapytałem lekko oszołomiony.

_ Chyba jeszcze leki go trzymają – odpowiedziała matka ocierając łzy z policzków.

_ Mamo, dlaczego płaczesz? Czy głowa Beatrycze Kadzidlak urwała mi rękę albo nogę? Co się dzieje?

_ Nic Ci nie jest syneczku – odpowiedziała mama. Po prostu…zdarzył się wypadek…w szkole… Twoi koledzy…

_ Mamo, o czym ty mówisz? W jakiej szkole? – pośpieszyłem ją.

_ Był wybuch gazu. Cała szkoła się spaliła…wszyscy zginęli. Tragedia! To cud, że Cię tam nie było – zaszlochała ponownie.

_ Ale co z dziadkiem?

_ Jakim dziadkiem? – zapytała wyraźnie zdziwiona.

_ Zamiast do szkoły miałaś mnie zawieźć do dziadka.

_ Chyba rzeczywiście te leki mocno Cię trzymają.

_ Przecież w szkole była kwarantanna. Sama mówiłaś – nie dawałem za wygraną.

_ Nie kochanie, nic takiego nie miało miejsca. Chyba się dość mocno zatrułeś.

_ Nie rozumiem – odparłem opuszczając skołowaną głowę na poduszkę.

_ Na śniadanie wziąłeś dżem z, chyba awokado, do pieczywa. A może to było kiwi? Tak czy inaczej nie zauważyłeś, że był już mocno przeterminowany z kożuchem pleśni na wierzchu. Chwilę po zjedzeniu straciłeś przytomność.

_ Dżem?

_ Tak, już dawno powinnam go wyrzucić. Dostałam go kiedyś od Twojego dziadka. Jak się cieszę, że nic Ci się nie stało.