Franek i Felicja: Animal Universum

Posted: 13th Luty 2012 by sushilabel in Bźdźągwa
Tym razem Franek zbyt długo przeciągał strunę. Nie wiedziałam
o co mu chodzi. Nie chciał się ze mną kochać.
Owszem, w przeszłości zdarzały się takie akcje, przecież to
normalne ale jeżeli już
to były to tylko jednorazówki. Tymczasem Franek migał się już
od kilku dni. Wił się jak węgorz.
Ja naskakiwałam na niego, on robił unik. Starałam się wszelkimi
sposobami zachęcić ale nic nie
było w stanie go przekonać. Ciągle coś wymyślał.

Zaczęło się parę dni temu. Umówiłam się z koleżankami
na spotkanie. Jakieś winko i pogaduchy.
Franio został w domu. Fakt, wróciłam dość późno i mocno
wstawiona. Ogarnęłam się w łazience i wskoczyłam
pod kołdrę. Franek wymamrotał coś. Rozgrzana alkoholem zaczęłam się do niego przytulać, ewidentnie wręcz
dobierać. On za to delikatnie zaczął się wiercić i wymamrotał ponownie, że jest zmęczony
i chce spać. Okej – pomyślałam, w sumie już późno, ma rację.

Cały dzień chodził markotny. Pytałam się go czy coś mu się stało. Odpowiadał, że boli go głowa i ogólnie
jest jakiś zmęczony bardziej niż zawsze. Nadszedł czas kolacji. Franek zażyczył sobie
coś z makaronem. Zrobiłam piórka wraz ze szpinakiem w sosie śmietanowo-serowym. Zjadł dwie porcje czym
mnie bardzo zdziwił. Zazwyczaj nie je tak dużo przed snem. Położyliśmy się do łóżka.
Obejrzeliśmy film. Lecą litery końcowe. Franek ustawia sleep na telewizorze. Odwraca się plecami do mnie
i mówi „dobranoc Kochanie”. „Chwila, chwila Skarbie” odpowiadam przytulając się do
niego, „chyba należy mi się jakaś zapłata za pyszną kolację?” - pytam przylegając jeszcze mocniej.
- Heh, no właśnie, kolacja. Było pyszne dlatego znowu napchałem się jak prosiak i zaraz eksploduję.
Muszę odsapnąć Skarbie – odpowiedział.

Odpuściłam. Przejedzenie to nie przelewki. Ten argument zawsze do mnie trafiał po naszej nieszczęsnej
przygodzie. Otóż któregoś wieczora Franek w ramach pokazania mi jak smakuje mu przygotowana
kolacja zjadł trzy porcje. Przed snem zaczęliśmy się kochać. W pozycji na jeźdźca bujałam nim niczym
niewyżyte dziecko na placu zabaw w szkole po wakacjach. Finiszując przylgnęłam do niego mocniej.
Zbyt mocno. W ułamku sekundy zostałam zrzucona z siodła na drugi koniec łóżka skąd mogłam obserwować
jak mój dzielny konik puszcza pawia centralnie na podłogę. Pech chciał, że mój kochany kotek
Lucek lubi się wylegiwać przy łóżku na kapciach. Cała zawartość kolacji poleciała na zdezorientowanego
Lucka śpiącego w pozycji kłębka wełny. Zerwał się z wrzaskiem i wyciął jak długi przez środek
pokoju. Jego celem była szafa. Bezpieczny schron gdzie chował się przed zbyt brutalnymi pieszczotami
i kawałami Franka. Ten, po raz pierwszy, był niezamierzony. Aby jednak dotrzeć do szafy Lucek
musiał przebić się przez gąszcz kabli znajdujących się pod biurkiem. Biegnąc jak szalony zrzucał
z siebie kawałki rzygowin Franka. Podczas przemierzania przestrzeni pod biurkiem
część towaru zsunęła mu się z grzbietu i wpadła centralnie w jedną z leżących na podłodze listw.
Światła zaczęły migać, z listwy posypały się iskry. Coś strasznego. Hałas połączony z błyskiem i
biegnący obrzygany kot. Już wiedziałam jak wygląda sylwester u satanistów.

Po tym traumatycznym przeżyciu wymówka związana z przejedzeniem działała na mnie jak płachta
na byka. Odpuściłam sobie. Jednak ten sam patent został powtórzony jeszcze kolejny raz. Szybko się
połapałam i zaczęłam wydzielać wieczorne koryto dla Franka. On za to jeszcze szybciej wymyślił
sobie kolejną wymówkę – duże zlecenie. Na szybkości spreparował jakiegoś maila w pracy a po powrocie
nawciskał mi, że ma zajebiste zlecenie i musi nad nim posiedzieć. Tak więc po powrocie do domu ogarniał
się szybko i siadał do kompa. Siedział tak długo aż zaczynał obstawiać fazę REM u mnie.
Następnie szybciutko jak zwinny kot pakował się pod kołdrę i zasypiał. Chodził później jak zombie z niewyspania.
Zasypiał dość długo bojąc się cały czas, że się obudzę i znowu zacznę się do
niego dobierać.

Coraz bardziej się irytowałam. Gdyby moje libido dałoby się skroplić i uzyskać z tego nitroglicerynę to
nawet sam MacGyver nie byłby w stanie go bezpiecznie przetransportować do nowo odkrytego
źródła ropy. Wymyśliłam podstęp. Kiedy Franek wrócił do domu udawałam chorą i zmęczoną. Powiedziałam mu,
że obiad ma w lodówce niech sobie odgrzeje. Wyraźnie zaintrygował go mój stan. Poszłam
do pokoju, zawinęłam się w kocyk i zaczęłam czytać jakaś książkę. Po zjedzeniu kolacji przyszedł do mnie,
przytulił, ucałował w czoło i zapytał czy wszystko okej. Odpowiedziałam, ze ujdzie ale
najchętniej to bym przed snem obejrzała z nim jakiś film przy winku w kocyku. Może to by mnie trochę
rozgrzało i szybciej bym zasnęła. Zgodził się. Poszedł do kuchni po butelkę wina. Odpalił
jakiś film. Zapytałam się go czy nie musi siedzieć nad projektem. Uśmiechnął się i odparł, że jutro
nadgoni a poza tym sam się z chęcią w końcu wyśpi. Narzuciłam dość szybkie tempo. W połowie
filmu skończyła nam się butelka. Wyraziłam dość głośno swój osąd na temat leczniczych właściwości wina.
Skoczył po kolejną butelkę. Opróżniliśmy ją tuż przed końcem filmu. Oboje byliśmy już
dość mocno wstawieni. Franek odchylił koc i wstał w celu udania się do kuchni. Złapałam go za tylną
kieszeń i pociągnęłam z powrotem na kanapę.
- Panie Lubicz, czy nie zapomniał doktor o czymś jeszcze – zaśmiałam się całując go w szyję.
- Kochanie, co Ty robisz, ej weź – zaczął się delikatnie bronić próbując mnie powstrzymać
również się uśmiechając.
- No Panie doktorze, czas na zaaplikowanie leku, nie pamięta Pan? - kontynuowałam.
- Oj Kochanie przestań, no, chora jesteś powinnaś się przespać żebyś się do końca
nie rozchorowała – próbował się wybronić dalej.
- Dosyć tego – krzyknęłam rozbawiona – ja chcę się kochać i to już!
Zaczęłam go gilgotać pod pachami. Skulił się jak mały kotek rażony prądem. Gilgotałam go mocniej
z prawej strony aż w końcu ułożył się na boku. Pchnęłam go w plecy aż wylądował na brzuchu.
Wyciągnęłam spod niego obie ręce. Szybko odchyliłam się do tyłu i spod gazety na szafce nocnej wyciągnęłam
ukryte kajdanki, prezent na walentynki,  nigdy nie używany. Szybko zatrzasnęłam mu
je na przegubach.  Jeszcze szybciej obróciłam go z powrotem na plecy. Z jego twarzy zszedł uśmiech. Zastąpiło
go zdezorientowanie.
- Co Ty robisz, zwariowałaś? Dość tych gierek – zaprotestował.
Nie słuchałam go, szybkim ruchem rozpięłam pasek od spodni, pociągnęłam za jeden róg słysząc jak puszczają
swoich dziurek kolejne guziki. Złapałam go za spodnie przy biodrze
wraz z bokserkami i ściągnęłam do kolan. Stanęłam jak wryta.
- Co to kurwa jest?! - wydarłam się na cały blok.
- Cicho! Jezu co tak się piłujesz? Sąsiedzi i tak już myślą po tych hałasach, że tu jakaś patologia
odchodzi – odjęknął Franek odwracając się jednocześnie kroczem w kierunku oparcia kanapy.
- Jezus Maria, Franek coś Ty sobie zrobił?
- No nic no...miałem mały wypadek – wykrztusił.
- Mów i to szybko bo zaraz na zawał zejdę.

- Heh, no dobra, tylko obiecaj mi, że jak Ci opowiem nie będziesz na mnie zła i nie będziesz również
zadawać więcej pytań okej? - odparł odwracając się w moją stronę ponownie.
Usiadłam obok jego nóg, przykryłam go kocem, zaczął opowiadać.

Pamiętasz jak parę dni temu umówiłaś się z tymi swoimi psiapsiółami na spotkanie? No. Ja sobie zostałem
w domu. Nalałem sobie winka i kręciłem się po stronach. Nic ciekawego nie było na portalach
więc wbiłem się na moje forum www.kuc.pl. Pokręciłem się po działach o unixie, coś tam o html'u piątce
poczytałem ale ogólnie niewiele nowego towaru. Więc wbiłem się do Hydeparku. Tam jakieś
głupoty nic ciekawego. Odpaliłem dział z linkami. Tam jakiś temat o dupach czy coś. No i tak sobie kliknąłem
w jakiś link z dupami no i patrze spoko ten link więc tak sobie klikam
w kolejny i następne. No i nim się zorientowałem to już trochę minęło i ten tak zaczęło uwierać mnie to wino
już trochę w pęcherzu a tu zaganiacz nabrzmiały. No nic, więc ten, wiesz.
Zsunąłem sobie spodnie, usadowiłem się wygodnie no i zacząłem, wiesz. No i tak sobie patrze na te linki i tak
pompuje i już zbliżam się do końca, odchylam głowę do tyłu, mrużę oczy i nagle czuję coś
bolesnego w kroczu. Boli, że ja pierdolę. Zaczynam piłować japę. Nim spojrzałem w dół próbuję pozbyć się bólu
ale jest jeszcze gorzej. Drąc się jeszcze bardziej spoglądam w dół, patrzę a tam
pod wpływem mojego pierwszego ruchu obronnego Lucek zsunął się w dół spodni i po wpadnięciu do bokserek próbuje
wspiąć się do góry drąc się nie gorzej niż ja drapiąc przy okazji pazurami po moich
jajkach fajce. W końcu przycisnąłem go mocniej do nogi i mówiąc „ciiii” przez łzy, jak do dziecka, które
chce się uśpić, uspokoiłem go i odczepiając pazur jeden po drugi z tego i owego wykaraskałem
go w końcu z tych bokserek...
Płaczę, płaczę ze śmiechu. Jak Boga kocham! Franek wyraźnie oburzony moją reakcję obraża się.
- Hahaha, a nie mówiłam Ci, że jak będziesz męczył gruchę to Cię spotka kara Boża – parsknęłam jeszcze bardziej
śmiechem.
- Sroża kurwa, to ten jebany kot się obudził i myślał, że się będę z nim bawił, matoł zasrany¹
Zdjęłam mu kajdanki. Wstał a ja śmiałam się dalej.
- Śmiej się śmiej – powiedział wychodząc z pokoju – zobaczysz, jak tylko zejdą mi strupy to tak Cię zacznę
leczyć, że przez tydzień nie będziesz mogła chodzić!
- Liczę na to – odpowiedziałam przytulając się do niego z doskoku.