Muay ass

Posted: 14th Wrzesień 2011 by sushilabel in Bźdźągwa

„Otworzył drzwi i poczuł uderzający odór połączony z dźwiękiem szczekającego psa.

– Kurwa – znowu ta kupa białej sierści zjebała się na dywan pewnie – pomyślał Adam.

Nie pomylił się. Na środku salonu w popołudniowym słońcu wpadającym przez duże okno wychodzące na taras mieniła się psia kupa ukręcona z psiej dupy pupila żony Adama.

Jola kochała swego piesia ponad wszystko. White Terrier – utrapienie Adama. Już od samego początku nienawidził tego stwora. Pierwsza możliwość wyładowania swojej złości pojawiła się niespodziewanie szybko. Otóż Jola w procesie zdobycia psa nie zastanowiła się jak da mu na imię. Nieopatrznie w casting włączyła Adama, który już po pierwszym dniu wkurwiał się na zasyfione mieszkanie, obgryzione meble i irytujące szczekanie. W tym ostatnim wybijała się żona, która brała psa na kolana, łaskotała po sutach wydając z siebie piskliwe “pi pi pi” całując ten chodzący kibel dla pcheł po brzuchu.

– Jak go nazwiemy Adam – zapytała żona nie przestając tulić psa.

– My? Kurwa! Nie chce mieć nic wspólnego z tym bydlęciem – pomyślał Adam. Nie wiem – przeciągnął głosem w kierunku żony wychylając się znad złożonej na wpół gazety odstawiając przy okazji piwo na stolik.

– No pomyśl, w końcu byś się przydał do czegoś – rzuciła zirytowana.

– Dobra, dobra, nie wiem, to może nazwij ją Pipeta? – odparł zadziwiając sam siebie.

– Pipeta? A cóż to za imię dla psa? – zapytała żona.

– Nie wiem, kojarzy mi się z jakimś serialem, telenowelą. Wiesz, mała biedna dziewczynka imieniem Pipeta, wyszydzana przez ludzi znajduje w końcu miłość swojego życia bla bla. No wiesz o co mi chodzi – wytłumaczył znudzony dziwiąc się ponownie jak naprędce udało mu się wymyślić taką bzdurę.

– Hmmmm, bardzo ładnie. No to będziesz nazywała się Pipeta – powiedziała uradowana Jola wracając do pieszczenia, od teraz, pipetowego brzuszka.

– Jezus Maria, łyknęła to – pomyślał żałośnie Adam. A chuj tam, nawet pasuje do tego kundla. Kruche szkło i rura.

Tak oto Pipeta wkroczyła w życie Adama usłane kupami i niszczonymi meblami. Zdenerwowany poszedł do szafki z chemią, wyciągnął szmatę, zebrał psie gówno i wywalił do śmietnika. I tak przed wyjściem miał zamiar wywalić cały worek do kubła przy furtce.

– Zadowolona z siebie, głupia piczo? – rzucił do psa, który obojętnym wzrokiem patrzył przez cały czas jak jej pan usługuje.

Wiszący w powietrzu jebliwy zapach zmusił Adama do otwarcia drzwi tarasowych. Wyszedł na zewnątrz. Zamknął oczy, pozwoliłby ciepłe promienie słoneczne ogrzewały policzki. Przeciągnął się ziewając donośnie. Wrócił do środka i spojrzał na wiszący zegarek.

Jezu, już jestem spóźniony, zabije mnie – jęknął.

Adam wyszedł tego dnia wcześniej z pracy. Musiał wrócić do domu, odświeżyć się, zabrać jakieś dokumenty żony i pojechać po nią na lotnisko.

Jola pracowała w firmie zajmującej się PR czegoś tam czegoś. Wiązało się to z częstymi podróżami służbowymi, które Adam w duchu nazywał “służbowymi jebankami”. Wiedział, że żona na takich wyjazdach często po zakończonych konferencjach i prezentacjach dokonywała kolejnych prezentacji w pokojach hotelowych swoim kolegom po fachu. Nie przeszkadzało mu to, bo sam nie był lepszy, ale ponieważ był strasznie leniwy, żona dobrze zarabiała i mocno ukrywała swoje wyskoki, udawał debila, który niczego się nie domyśla.

Z kolejnej konferencji miała wracać późnym wieczorem. Niestety musiała załatwić tego dnia jeszcze jeden interes w związku z czym wybrała się na wcześniejszy samolot dzwoniąc do Adama żeby ją koniecznie odebrał z lotniska zabierając uprzednio ważne dla niej dokumenty z domu.

Udał się, zatem do łazienki w celu wzięcia szybkiego prysznica. Rozebrał się i coś nagle ukłuło go w anusiku. Czuł, że będzie musiał jeszcze zaliczyć porcelanę. Poza tym wyznawał ponad wszystko zasadę „shit before shower”, którą nawet wygrawerował sobie na tabliczce z zamiarem powieszenia w łazience, co oczywiście uniemożliwiła mu Jola kwitując krótkim stwierdzeniem, że chyba go pojebało.

Usiadł nago na kiblu, zaparł się mocno za rzepki w kolanach i przystąpił do dzieła. Przechylił się lekko na prawą stronę, wziął ze stojaka jedną ze zdezelowanych, kilkukrotnie przeczytanych gazet. Beznamiętnie przerzucał kartki nie skupiając się na pracy zwieraczy.

Wtem usłyszał z salonu warczenie Pipety. Pomyślał, że pewnie znowu zobaczyła kota sąsiadów. Pies zeskoczył jednak z kanapy i zaczął szczekać rzucając się szaleńczo po podłodze szurając pazurami. Już miał krzyknąć do niej żeby zamknęła ryj, kiedy obcy głos z salonu zrobił to za niego. Ktoś włamał się do jego domu, chociaż słowo włamał można użyć na wyrost, bo przecież sam zostawił uchylone drzwi tarasowe od strony ogrodu. Osobnik zapewne myślał, że Adam jest jeszcze w pracy.

Zdrętwiały z przerażenia siedział dalej na kiblu. Włamywacz lżył psa, który szczekał coraz zajadle.

W ułamku sekundy Adam dostał objawienia. Tak jak człowiek przed śmiercią widzi całe swoje życie tak teraz on, siedząc nago na kiblu podczas srania zobaczył oczyma wyobraźni wszystkie dobra w zasięgu ręki złodzieja, które może stracić. Jego konsole, gry, laptopa, portfel i wiele innych rzeczy. Zerwał się jak poparzony, dopadł drzwi, sprawnym ruchem ręki przekręcił zamek, z impetem przeleciał przez futrynę. Trzymając się dalej klamki zawinął się na zakręcie przy jej pomocy i wpadł do salonu. Stali we trójkę. On, nagi, z fiutem na wierzchu i niewytartym tyłkiem, złodziej ubrany na sportowo z kominiarką oraz nieprzerwanie szczekający pies. Trójkąt bermudzki, z którego może mogłaby zniknąć wcześniej uprzątnięta kupa Pipety. Nastał moment konsternacji. Miliony myśli kotłowały się Adamowi pod czaszką. Co zrobić? Zaczął analizować jak zaatakować napastnika, ale wyobraźnia za każdym razem podsuwała mu finał zakończony porażką. Był nagi i podświadomie czuł, że każde uderzenie przeciwnika będzie kilkukrotnie boleśniejsze niż przez ubranie. Najbardziej jednak bał się trafienia w fajkę i jajka, przypadkowego lub celowego.

Jego prawa ręka nagle zaczęła przesuwać się po udzie. Był przerażony tym, co miał zamiar zrobić, jednak zbyt mocno sparaliżowany strachem i wizja utraty jego dóbr by móc się powstrzymać. Złodziej pełen napięcia patrzył na jego ruchy. Ręka przesuwała się dalej aż wylądowała między upstrzonymi w resztki kupy pośladkami Adama. Delikatnie przesunął dłonią najpierw w dół, potem w górę, jakby chciał przeładować shotguna. Gówno zostało załadowane w dłoń. Nie mogąc już się wycofać. Podniósł powoli rękę z widocznymi brązowymi śladami, skierował ją w kierunku napastnika jak policjant zatrzymujący ruch samochodów. Dwa punkty skryte za czarną kominiarką rozpaliły się od strachu. Adam rozdarł ciszę przerażającym rykiem rzucając się na napastnika swoja upgradeowana w kupie ręką. Zdezorientowany złodziej chaotycznymi ruchami chciał się wycofać z powrotem do drzwi prowadzących na taras, ale potknął się o świeżo wyczyszczony z Pipetowej kupy dywan. Runął jak długi na podłogę desperacko próbując się podnieść. Adam dopadł go w ułamku sekundy i krzycząc nieprzerwanie zaczął machać ręką nad głową włamywacza niczym fechtujący szablą szlachcic. Złodziej bronił się przytrzymując jego rękę. Próbował nie dopuścić do kontaktu brązowych palców, co na szczęście mu się nie udawało. Zachowywał się  jak małe dziecko, które dostało coś kwaśnego do zjedzenia. Tfu, Tfu, Tfu! Dzielnie pomagała Adamowi Pipeta szarpiąc ile sił za nogawkę przeciwnika bezlitośnie prując dziurę w jednym z trzech pasków u spodni. W pewnym momencie stało się to, czego Adam obawiał się od początku spotkania z napastnikiem. Otrzymał niezamierzony cios kolanem w krocze. Zawył z bólu i położył się na boku. Wykorzystał ten moment złodziej, który szybko się podniósł i uciekł będąc poganianym przez Pipetę. Przeskoczył przez ogrodzenie w ogrodzie i tyle go widziano. Adam podniósł się z podłogi z lekkim grymasem bólu na twarzy. Podszedł do stolika gdzie leżał jego telefon, wybrał numer alarmowy i zadzwonił na policję z informacją o włamaniu. Rozłączył się. Pies zdążył w międzyczasie wrócić do środka. Wycieńczony Adam usiadł na kanapie, Pipeta wskoczyła obok niego i przylgnęła do jego nagiego ciała. Zapomniał całkowicie o dotychczasowej nienawiści, jaką darzył psa. Przytulił ją, zaczął głaskać i rzekł uśmiechając się: daliśmy mu popalić, co?

Rozległ się dźwięk dzwonka u drzwi wejściowych. Trzymając psa pod pachą podniósł się z kanapy dalej odczuwając ból jąder. Złapał za klamkę bez uprzedniego spojrzenia w judasza i otworzył drzwi, za którymi w otoczeniu walizek i w towarzystwie taksówkarza stała jego była już obecnie żona, Jolanta. Dopiero po chwili zrozumiał, że ich zdziwione miny powstały na widok nagiego faceta trzymającego pod pachą psa uwalonego gównem.

Dziwiło go, że długi czas po rozwodzie tęsknił trochę za Pipetą, z która się dość dobrze zaprzyjaźnił w okresie separacji z Jolą”.

  1. wdz napisał(a):

    wyślij do detektywa 😉