Finansowa bańka z waginy

Posted: 25th Czerwiec 2011 by sushilabel in Bźdźągwa

Kobiety lubią być dymane. Nie liczy się pora dnia ani miejsce. Ważna jest pozycja. Może być pod kątem -20, -30 a najlepiej jak jest -80. Czas w tym wypadku ma swoje znaczenie. Najlepsze są dla nich okresy tak zwanej chcicy posiadania mocno powiązanej ze wspomnianymi kątami. Wtedy lubią się kumulować w zbiorowych orgiach szaleństwa. Na spokojnie lub w dzikim szaleństwie szukają obiektu, który je porządnie wydyma. Nie jest istotny czas oczekiwania na bycie wydymaną. Najważniejsza jest ekstaza po odejściu z punktu permanentnego dymania. Euforia z nią związana nie trwa długo i musi być szybko zastąpiona przez kolejną i kolejną.

Kupiony obiekt, który miał jeden cel – wydymać, jest gromadzony wraz z innymi i tak jak pozostałe obiekty nigdy już nie będą obdarzony tym samym uczuciem jako rzecz jednorazowego dymania kobiety, która go zakupiła. Nie pozostanie on jednak wypuszczony wolnym by móc dymać inne kobiety. Mimo iż kręci i podnieca z biegiem czasu coraz słabiej ma jeszcze jedną moc, którą będzie omamiał przez długi czas. Zbyt szybkie pozbycie się lub po prostu zbycie obiektu wcześniejszego pożądania może wywołać pustkę w umyśle kobiety, powstaje wtedy tęsknota.

Kiedy nastanie czas ekonomicznego rozliczenia (to jedyny aspekt przejawu myślenia, który w tym całym łańcuchu następujących po zapadnięciu decyzji o pozbyciu się obiektu niegdysiejszego pożądania sekwencji znika wraz z pojawieniem się pomysłu o posiadaniu nowego obiektu) i reorganizacji składziku z obiektami jest on wystawiany na tak zwane aukcje pożądania i okazji. Rynek wtórny jest domeną kobiet, które nie lubią być dymane jednak w większości, nie będąc tego świadomymi, należą do tak zwanej grupy lubiących się dotykać. Jest to grupa, która otrzymuje obiekt z drugiego obiegu. Nie uświadczy ona pełnego dymania tak jak pierwotne właścicielki. Z ekonomicznego punktu widzenia ich chęć odczucia pewnych doznań można określić jako obłapianie w zatłoczonym metrze.

W tym samym czasie w Indiach Pan Bhimsen Khan stoi w drzwiach swojej wielkiej łaźni. Jego czekoladowe oczka z lubością przyglądają się jak miejscowe kobiety i dzieci za marne grosze w wielkich basenach farbują połacie materiałów. To co zostanie stworzone jest sprzedawane do trzech różnych fabryk. Pierwsza fabryka tworzy obiekty do mega dymania. Druga fabryka tworzy obiekty do posuwania ekonomicznego pospólstwa. Trzecia robi obiekty przeznaczone na masówkę. W tych trzech fabrykach używa się tych samych narzędzi i technik. Płace też są takie same, tak jak i jakość wykonania. Obiekt końcowy można rozróżnić tylko poprzez różnego rodzaju oznakowania, blaszki itd. Czasami trzeba wręcz przeprowadzić śledztwo, pobrać próbki DNA skóry, sprawdzić w Systemie IRZ.

A pomiędzy tym wszystkim stoimy my, faceci, którzy mimo wielkich starań i zabiegów ze strony kobiet mamy w dupie i nie rozróżniamy czy dana bluzeczka jest z HM czy z drogiego butiku. Czy ta torebka została kupiona za 80 zeta czy za tauzena. Nie rozróżniamy i mamy to w dupie. Ot tak, po prostu. No okej, może z tym w dupie przesadziłem. Bo o ile inne kobiety nas nie obchodzą tak sytuacja kiedy finanse kobiety i mężczyzny są w jakiś sposób powiązane ma już ogromne znaczenie.

Nigdy nie zrozumiemy sytuacji w której przepłaca się za coś, co absolutnie nie ma żadnego odniesienia w realnej wycenie rynkowej a jest tylko podyktowane naszywką albo blaszką przy torebce. Co gorsze te wszystkie obiekty procesu dymania zawierają w sobie bardzo krótką listę użyteczności. Faceci, którzy potrafią wydać duże pieniądze na pogardliwie określane przez kobiety tzw. gadżeciarstwo,  mogą wskazać pierdyliard innych zastosowań dla danego obiektu i korzyści z jego  posiadania wynikających, które widać nawet gołym okiem. W ten sam sposób zresztą, bardzo łatwo ocenić, że wykonanie danego obiektu mieści się granicach ceny, lub niewiele odbiega, jaką finalnie zaproponowano. Oczywiście istnieją promocje typu obniżka o 80% ale co z tego skoro wydane fundusze nie zostaną zmniejszone na rzecz zwiększonego woluminu. Poza tym skrzywienie na punkcie bycia wydymaną powoduje duże marnowanie czasu. Pewnych pułapów cenowych nie da się przeskoczyć a kobieta i tak musi przejrzeć całą kolekcję obiektów mimo iż nie ma szans na zakup. Facet, jeżeli widzi, że cena sugeruje iż właściciel punktu sprzedaży obiektów jest chyba jebnięty, przechodzi do całkowicie innego asortymentu. Nie będzie przecież oglądał tej samej rzeczy w pierdyliardzie wariantów kolorystyczno-wzorkowych jeżeli wie, że cena każdego jest na bank taka sama.

Na końcu powinna być jakaś pointa, cokolwiek. Ale ponieważ pisałem to bez ani kropelenienieńki alko to nie będzie. Z resztą morał płynąc z tego czegoś powyżej jest tak oczywisty, że w sumie nie muszę reasumować.

  1. janislawski napisał(a):

    „Pewnych pułapów cenowych nie da się przeskoczyć a kobieta i tak musi przejrzeć całą kolekcję obiektów mimo iż nie ma szans na zakup. Facet, jeżeli widzi, że cena sugeruje iż właściciel punktu sprzedaży obiektów jest chyba jebnięty, przechodzi do całkowicie innego asortymentu. Nie będzie przecież oglądał tej samej rzeczy w pierdyliardzie wariantów kolorystyczno-wzorkowych jeżeli wie, że cena każdego jest na bank taka sama.”

    To powinno być wyboldowane.

    Zauważyłem ten mechanizm socjologiczny jeszcze w czasach podstawówki, gdy mniej lub więcej świadomie zacząłem ogarniać świat krocząc z rodzicielką po sklepach.
    Dziś sam jestem dziadkiem…a Werther’s Original smakuje tak samo.

  2. tj napisał(a):

    Życiowy temat, wiemy jak to jest z tym szałem zakupowym u kobiet. Na szczęście są takie za którymi nie trzeba biegać po sklepach, takie które znają granicę swojego portfela, takie co się ubiorą z drugiej ręki i te trzeba szanować :).