Gdyby Orwell kochał Huxley’a

Posted: 25th Maj 2011 by sushilabel in Bźdźągwa

I

„Maciek zazwyczaj budził się na minutę, pięć, przed budzikiem. Od paru ładnych lat wstawał o tej samej godzinie, przyzwyczaił się. Tym razem było nie inaczej z tą różnicą, że jeszcze miał spory zapas czasu. To był jego dzień wolny. Musiał wziąć urlop. Tak jak jego żona, Magda. W domu panowała cisza. Z kuchni nie dochodziły żadne odgłosy krzątania się. Jej rodzice już wyszli do pracy, oni nie mieli wolnego. Zamknął oczy próbując zasnąć. Nie było to łatwe, ponieważ po pierwsze, późno zasnął ze względu na Magdę, która też nie mogąc zasnąć przerzucała się z boku na bok, co chwile zmieniając pozycję, po drugie, urlop został wzięty nie bez powodu. To był bardzo ważny dzień w życiu ich obojga. Udało mu się zasnąć na krótko przed alarmem budzika. Śniło mu się coś, nawet przyjemne, nie pamiętał jednak, jak zawsze, co to było. Przeciągnął się, spojrzał na żonę, spała, widział jak jej gałki szybko poruszają się pod powiekami. Pewnie śni. Ciekawe czy będzie po przebudzeniu pamiętała. Nawet, jeżeli tak, nie dowie się, co. Kilka razy w przeszłości podejmowała temat snów, ale ponieważ nic nie pamiętał odpuściła sobie i już więcej nie tykała tej kwestii. Szkoda, jeden temat mniej do rozmów.

Postanowił jej na razie nie budzić. Skoczy do sklepiku osiedlowego i kupi jakieś słodkie rogale, zaparzy kawy po powrocie i posmaruje je masłem. Więcej nie zje, tak jak on. Nerwy im na to nie pozwolą. Już teraz czuł jak skurczył się jego żołądek. Przygotował śniadanie, obudził, razem usiedli przy stole.

– Jak spałeś? – zapytała nalewając kawę do filiżanki.

– Średnio, co jest też Twoją zasługą – odpowiedział uśmiechając się.

– Nie mogłam zasnąć, cały czas myślałam o dzisiejszym dniu. Tak cholernie się boję, że nam nie przydzielą.

– Nie martw się, trzeba być dobrej myśli. Poza tym zajebiście się przygotowaliśmy moim zdaniem. W papierach mamy wszystko w porządku. Zlustrowali nas od góry do dołu. Brakuje tylko, żeby założyli gumowe rękawiczki i grzebali w tyłku.

– Przestań się wygłupiać, okej?. Dobrze wiesz jak długo czekaliśmy na tę chwilę. To nie zakupy w Ikei – rzuciła z kwaśną miną.

– Okej, okej, przepraszam, chce po prostu rozładować napięcie. Ja już więcej w siebie nie wtłoczę. Idę pod prysznic.

Szybko się ogarnęli. Schludne ubrania założone. W końcu staranie się o kredyt „zaufania” to nie byle co. Do rodzinnej pełni szczęścia potrzebowali już tej ostatniej pieczątki poprzedzonej rozmową z weryfikantem banku. Zdecydowali, że pojadą taksówką. Bali się, że nie będą w stanie przebyć drogi powrotnej  własnym autem, czy to z rozpaczy po odmowie czy też nieopisanego szczęścia z pozytywnego rozpatrzenia. Dzień był słoneczny, gorący, lecz dzięki delikatnemu wiatrowi przyjemny. Taksówka sunęła między szklanymi budynkami. Wyglądali przez swoje okna obserwując przechodniów w milczeniu. W końcu dojechali na miejsce. Zapłacili taksówkarzowi i odwrócili ku wielkiemu wieżowcowi z miedzianym napisem NBS. Weszli do wielkiego holu, przestrzeń ogromna, wręcz przytłaczająca. Idealnie pasowała do banku wszystkich banków.

W sekundę po przekroczeniu 20 metrów licząc od drzwi wejściowych w linii prostej podeszła do nich miła dziewczyna. Zapytała o godność i po otrzymaniu odpowiedzi zaprowadziła do niewielkiego pokoju.

– Proszę chwilę poczekać, Pan Jerzy zaraz do Państwa przyjdzie. Czy napiją się Państwo czegoś, kawa, herbata, może zwykła woda – zapytała miłym głosem.

– Dziękujemy, nie trzeba – odparł Maciek poprawiając ze zdenerwowania krawat.

Asystentka opuściła pokój zostawiając ich w nieprzeniknionej ciszy.

Rozglądali się po pokoju siedząc spięci jak na szpilkach. Przypominali trochę skazańca czekającego na wyrok.

– Nie wytrzymam, zaraz zjedzą mnie nerwy – wydusiła z ledwością Magda.

– Mam nadzieje, że Jerzy nie jest starym prykiem. Słyszałem, że tacy są najgorsi, czepiają się o wszystko i są bardzo skrupulatni.

– Ciii, może mają tu podsłuch czy coś – zaczęła się nerwowo rozglądać.

Nagle zarzęziła klamka. Do pokoju wszedł Pan Jerzy. Starszy pan około pięćdziesiątki. Maciej przełknął ślinę.

Podszedł do biurka, postawił aktówkę i spojrzał na nich.

– Dzień dobry Państwu, moje nazwisko Jerzy Arułć, Państwo Gierżołć jak mniemam?

– Tak, dzień dobry Panu.

Położył aktówkę na biurku, otworzył i wyciągnął papierową teczkę. Powolnym ruchem zaczął odkręcać sznurek zawinięty na małym haczyku. Spojrzał na Maćka i dostrzegł jego zdziwioną minę.

– Widzi Pan – rzucił niespodziewanie – ja jestem człowiekiem starej daty, lubię zapach papieru, patrzeć jak po płynnych, nieprzerwanych pociągnięciach ręką pod piórem rodzą się litery a z nich zdania. Oczywiście pracuję głównie na komputerze, ale notatki robię odręcznie. Szefostwo przymyka na to dziwactwo oko dopóki dotrzymuję terminów.

– Hehe, wie Pan – zaczął Maciej – tak sobie pomyślałem, że zaraz w magiczny sposób zaklei mi Pan usta, wyciągnie z probówki małego robaka-sonde i wpuści mi go przez pępek, żeby sprawdził, co mi w głowie siedzi – dokończył, mimo iż od połowy zdania czuł jak Magda wbija mu coraz mocniej paznokcie w dłoń, aby przestał.

Odpowiedziała mu cisza.

Po otwarciu teczki i  wyjęciu dokumentów chwilę je analizował.

– Widzę, że dokumenty są w porządku. Teoretycznie spełniają Państwo wszystkie wymagania. O proszę, widzę, że wybrali Państwo szkołę w centrum naszego miasta, i to prywatną. To dosyć droga acz bardzo słuszna inwestycja. Czy jednak będą wstanie Państwo unieść ciężar kredytu „zaufania”, o który się Państwo starają? To dość duża kwota, około 300 tysięcy złotych rozłożone na kilkadziesiąt lat.

– Zdajemy sobie z tego sprawę, proszę Pana – przejęła inicjatywę Magda – jednak jak Pan zapewne wie z dokumentów, zarabiamy z mężem dość dobrze. Mąż pracuje jako informatyk, więc raczej nie zanosi się, aby miał kiedykolwiek problemy ze znalezieniem pracy. Taka branża. Ja natomiast, jako malarka, mimo nieregularnych przychodów, mam już wyrobioną markę w środowisku, więc też nie powinnam mieć z tym problemów.

– Mhhhhhm – przeciągnął Pan Jerzy – dobrze, muszę wyjść na sekundę sprawdzić jedną rzecz, za chwilę wracam.

Drzwi się zamknęły.

– Uff – chyba nieźle nam poszło – sapnął Maciej.

– No, nieźle, dopóki, żeś nie wyjechał z tą sondą!

– Oj, przepraszam, po prostu spanikowałem i chciałem rozluźnić atmosferę – rzekł nadymając policzki w grymasie wymuszonego uśmiechu.

– Może już daruj sobie na dzisiaj rozluźnianie, okej?

– Przepraszam.

Minęło pięć minut. Do pomieszczenia wrócił Pan Jerzy trzymając w dłoni dodatkowe dokumenty.

– Przepraszam, że Państwo czekali, ale musiałem skonsultować telefonicznie jedną rzecz. Dzięki temu jednak mogła zapaść ostateczna decyzja.

Powiedział to bez emocji, niczym robot. Serce skoczyło im do gardła, Maciek czuł, że zaraz zemdleje.

– A więc proszę Państwa – kontynuował Pan Jerzy – sprawa wygląda następująco. Kredyt „zaufania” został Państwu przydzielony. W ciągu tygodnia zgłoszą się Państwo do nas po materiał. Następnie skontaktują się z przypisaną do Państwa jednostką banku aplikującego i będzie Pani mogła poddać się procesowi zapłodnienia.

 

II

Tymczasem po drugiej stronie miasta z wielkim bólem głowy obudził się Marian. Rozejrzał się po pokoju. Po podłodze walały się puste butelki po winie. Zmarszczył czoło próbując pobudzić tym sposobem szare komórki w celu przypomnienia sobie choćby ułamka sekundy z tego, co się wczoraj działo w jego mieszkaniu socjalnym. Nic. Z tego nieudanego procesu myślowego wyrwało go głośne chrapanie. Odwrócił się i zobaczył nagie plecy częściowo przykryte tłustymi włosami. Wszystko należało do jednej osoby, jego żony, Krystyny. Marian ziewnął przeciągle i podrapał się po głowie. Naciągnął spodnie i szturchnął Krystynę.

– Wstawaj, kurwa! – ryknął – idziemy do socjala zanim zamkną a potem na rewir zbierać puszki.

Krystyna chcąc nie chcąc, z nie mniejszym bólem głowy od Marianowego, zwlekła się z barłogu. Założyła pończochy, przydużą sukienkę w kwiatki i zaczęła sunąć przez pokój w kierunku drzwi u stóp których czekał Marian podpierając się o klamkę. Sunęła chwiejnie potykając się o puste butelki trącając na końcu puszkę po szprotach w oleju.

– Kurwa, bo ci jebne – ryknął Marian po raz drugi wypychając Krystynę za drzwi jedną ręką, drugą zamykając je za sobą.

Historii Mariana nie można już bardziej rozwinąć, bo nie ma czego. Ich życie jest zaloopowane. Marian i Krystyna to stracone pokolenie, które nie załapało się na nowe standardy społeczne obowiązujące w Polsce. Marian z Krystyną będą do końca swoich dni widywać Pana Piotra z socjala. Nigdy nie będzie im dane spotkać surowego Pana Jerzego, który lubi papier i pióra.”

The End

 

Posłowie

W niedalekiej przyszłości ludzkość zmądrzała. Doszliśmy do wniosku, że można tylko w tę albo we w tę. Przez dziesięciolecia ludzkość wspierana przez katolickich radykałów decydowała o tym, kiedy można płód usunąć. Decydowała też, kiedy dorosłemu człowiekowi, który nie jest warzywem, można pozwolić odejść z tego padołu. Pieprzeni hipokryci-faceci, którzy w swoim życiu przeżyli największy ból związany z problemami przy wysraniu się decydowali o tym czy kobieta ma ochotę wycisnąć z czeluści swej waginy nowego obywatela. Debile niebędący w żaden sposób powiązani rodzinnie z człowiekiem decydowali czy można mu pozwolić umrzeć na własne życzenie. Może jakby się ich podłączyło pod kroplówkę i poddawało niekończącym się torturom, zadawało niewyobrażalny ból, poszliby po rozum do głowy.

Jakim prawem jakiś patałach ma decydować o tym czy chcę przejść przez życie z dłonią zrośniętą z głową lub z inna deformacją niepozwalającą na poczucie choćby namiastki normalnego życia? A może nie życzyłbym sobie wychowywać się w patologicznej rodzinie, gdzie stary po niedzielnej mszy najebany tłucze rodzicielkę, molestuje młodszą siostrę a pozostała siódemka rodzeństwa nie ma czym brzuszków zapełnić?

Powstała, zatem instytucja, która miała pozwolić na uniknięcie tego typu dylematów już od samego początku procesu tworzenia obywatela.

Kiedy mężczyzna osiągał wiek dojrzałości pobierano od niego nasienie, które następnie było przechowywane w Narodowym Banku Spermy. Następnie mężczyzna poddawany był operacji podwiązania nasieniowodów.

Po zawarciu związku małżeńskiego para miała prawo ubiegać się o wydanie spermy małżonka i zapłodnienie In vitro. Zgoda na takie zapłodnienie wydawana była po przeprowadzeniu wywiadu środowiskowego i sprawdzeniu, czy małżeństwo spełnia minimalne wymagania finansowe potrzebne do udźwignięcia takiego przedsięwzięcia do momentu aż nowy obywatel lub obywatele, skończą studia, maksymalnie do 24 roku życia.

Maciej i Magda dostali pozwolenie. Oni nie będą chodzili do opieki społecznej uszczuplając budżet skarbu państwa tak jak robiłby to Marian z Krystyną. Nie spłodzą kolejne obciążenie dla wspomnianego budżetu tak jak zrobiłby to Marian i Krystyna raz, kolejny, i kolejny. Oni spłodzą zdrowego obywatela, wcześniej wyselekcjonowanego z nasienia Macieja, który po otrzymanie wykształcenia na odpowiednim poziomie będzie z dumą kontynuował ścieżkę swoich rodziców powiększając PKB.

  1. wodzini napisał(a):

    nie masz moralnych problemow ? tak jak kompletnie sie zgadzam co do eutanazji, skrobanek itd, tak musze przyznac ze znam wiele osob wychowanych w biednych rodzinach laczacych ledwo koniec z koncem, ktore wyrosly na wspanialych ludzi i nie koniecznie rodzice ich nie kochali, czy problemy z alkoholem czy ze znalezieniem pracy powinny zabierac ci podstawowe ludzkie prawo ( i chyba cel) reprodukcje ? tu juz chyba troche poplynales, ale rozumiem ze to mialbyc zabieg karykaturalny aby zwrocic uwage na problem, wiec przymykam oko, a z drugiej strony czym sie rozni banda urzednikow od ksiezy w tym wypadku ? maja tylko innego bozka..

  2. sushilabel napisał(a):

    „zabieg karykaturalny” – słuszne określenie. dziwię się po tym jak go użyłeś, że zadajesz mi pytanie o moje moralne problemy. w drugiej części masz historię Mariana i Krystyny. przypadek skrajny (niestety dość często występujący) specjalnie opisany jako mocna przeciwwaga dla pierwszego opisu. oczywiście, że nie odbieram osobom mniej zamożnym prawa do posiadania dzieci. dlatego też użyłem określenia o spełnieniu warunków finansowych na poziomie minimum. nie mam nic przeciwko aby rodzice, którzy starają się związać koniec z końcem i często im się nie udaje posiadali pociechy przy wsparciu państwa. ważne, żeby im zależało i w tym wszystkim była miłość do dziecka (jest przecież masa historiia ludzi wychowanych w biednych, wielodzientych rodzinach, które później osiągnęły sukces, stworzyły jakiś nowy wynalazek, wykreowały ideę). specjalnie napisałem o patologii, czyli alkoholikach, osobach molestujących swoje pociechy itd. ludzie, którzy bezmyślnie się rozmnażają robiąc powielaczy swoich błedów. oczywiście wszystko się rozbiija o poziom edukacji i prostowania tych „powielaczy”. podany przeze mnie opis urzędniczego stanowienia to czysta fantazja (już sam tytuł wpisu powinien Ci to zasugerować) ;]

    o księżach wspomniałem dopiero w aspekcie dotyczącym wszystkich kwestii czyli również aborcji i eutanazji.

    to tylko czysta fantazja wynikająca z myśli, że skoro możemu urzędniczo decydować: urodzić czy nie albo umrzeć czy nie, to możemy dorzucić opcję decyzji „w jakich okolicznościach” 😉

  3. tj napisał(a):

    Ten tekst czyta się naprawdę dobrze, przez kilka pierwszych chwil miałem wrażenie że cytujesz kilka zdań z jakiejś książki. Wracając do tematu, dużo nie brakuje w kochanej Polsce do opisanego tutaj scenariusza, trochę czasu, parę ustaw. Także niedaleko nam do tego „Orwellowsko-Huxleyowskiego” świata. I w końcu jest kilka słów o polityce 🙂

  4. sushilabel napisał(a):

    A dziękuję bardzo 🙂 Co do polityki, staram trzymać się z daleka chociaż korci mnie czasami niemiłosiernie. Jednak jeżeli już miałbym cokolwiek skrobnąć w tej materii to z chęcią bym się spuścił literkowo na prawicowych publicystów bo co do samych polityków to szkoda tykać leżącego truchła ;]

  5. Reggie napisał(a):

    I see a lot of interesting articles on your blog.
    You have to spend a lot of time writing, i
    know how to save you a lot of work, there is a tool
    that creates unique, SEO friendly articles in couple
    of seconds, just type in google – laranita’s free content
    source

  6. Jenny napisał(a):

    I read a lot of interesting articles here. Probably you spend a lot of time writing, i know how to
    save you a lot of time, there is an online tool that creates unique, SEO friendly posts in minutes, just type in google – laranitas free content source

  7. weight loss napisał(a):

    Great posts you post here, i have shared this post
    on my twitter

  8. Penelope napisał(a):

    Yesterday i spent 300 $ for platinium roulette system , i hope that i will make my first $$ online

  9. Robot Platinum napisał(a):

    If some one wishes to be updated with hottest technologies afterward he must be go to see this web site and be up
    to date all the time.